Wywiad Gazety Leśnej. Mariusz Bąk

Zdrowe torfowiska efektywnie retencjonują wodę, pochłaniają dwutlenek węgla i co ważne, wyłączają go z tak zwanego szybkiego obiegu węglowego nawet na tysiące lat – mówi
– mówi Mariusz Bąk, badacz sosny i torfowisk, wyróżniony w konkursie MKiŚ „Klimatyczny Człowiek Roku”.
Magdalena Bodziak: Czy sosna to jest takie nasze narodowe drzewo, które jednocześnie jest naszą narodową słabością?
Mariusz Bąk: Zdecydowanie jest to nasza słabość. W przypadku jednych z największych kompleksów sosnowych w północno-zachodniej Polsce – Borów Tucholskich i Puszczy Noteckiej – wszystko zaczęło się ponad 200 lat temu, kiedy to w 1772 roku tereny zachodniej Polski przeszły w zarząd pruskiej administracji w wyniku pierwszego rozbioru.
W 1775 roku powstały pierwsze regulacje prawne dotyczące administracji leśnej na tych terenach, a dodatkowo w 1782 roku Fryderyk II Wielki wydał specjalny dekret „O zagospodarowaniu Puszczy Tucholskiej”.
I właściwie od tego momentu możemy mówić o powstaniu takiej typowej, planowej, intensywnej gospodarki leśnej w tym obszarze. Te pruskie zarządzenia spowodowały, że zaczęto wprowadzać sosnę na szeroką skalę, zastępując lasy mieszane monogatunkowymi, sosnowymi drzewostanami.
Czyli kiedyś w Polsce było lepiej, jeśli chodzi o skład gatunkowy lasu?
Było lepiej. Nasze diagramy palinologiczne (badania pyłku w osadach torfowych. Przyp. red.) pokazują, że jeszcze 300 lat temu na terenie Puszczy Noteckiej i Borów Tucholskich były lasy mieszane, w których sosna miała duży udział w składzie gatunkowym, ale były tam też dąb, grab, leszczyna, olsza czy buk. Przy czym należy jednak pamiętać, że sosna w diagramach palinologicznych jest nadreprezentowana ze względu na bardzo obfitą produkcję pyłku. Można więc przypuszczać, że rzeczywista dysproporcja między udziałem gatunków liściastych a sosną była jeszcze mniejsza, niż sugerują to wyniki analiz.
Choć nasilona antropopresja na lasy na terenie współczesnej Polski rozpoczęła się w okresie wędrówek ludów ok. VII–VIII wieku naszej ery, kiedy wraz z rozwojem osadnictwa słowiańskiego wycinano w dużej ilości drzewa liściaste do budowy osad, grodzisk i tego typu obiektów, nie przyniosło to tak drastycznych skutków, jak pruska planowa gospodarka leśna pod koniec XVIII wieku.
XIX wiek był dodatkowo okresem rewolucji przemysłowej i władzom zależało na jak najefektywniejszym pozyskiwaniu drewna. Sosna, której drewno przyrasta szybko, idealnie spełniała warunki pozyskiwaniu dla celów przemysłu. Lasy monogatunkowe były też po prostu łatwiejsze w zarządzaniu. I tak zarówno w Borach Tucholskich, jak i w Puszczy Noteckiej kilkadziesiąt lat po wprowadzeniu tego dekretu pruskiego, drzewostany sosnowe zajmowały już 90 procent powierzchni. Tak powstał w Polsce las antropogeniczny, stworzony ręką człowieka.
Ale to nie było tak, że to tylko Prusacy nam to zrobili?
Nie, my podtrzymaliśmy tę strategię, a nawet ją wzmocniliśmy w pewnym momencie. Już kilkadziesiąt lat po wprowadzeniu planowej gospodarki leśnej w Borach Tucholskich pojawiły się pierwsze symptomy, że rzeczywiście jest to ekosystem słaby. W latach 1836–1838 i 1866–1868 zmagano się tam z gradacjami strzygoni choinówki, szkodnika pierwotnego sosny zwyczajnej, który niszczył drzewostan.
Najdotkliwsza w historii, jaką znamy, ponowna gradacja tego szkodnika nastąpiła jednak po odzyskaniu niepodległości w latach 1922–24 i dotknęła zarówno Puszczę Notecką, jak i Bory Tucholskie.
W Puszczy Noteckiej zniszczyła około 90 procent drzewostanu. Wtedy był moment, w którym można było przebudować ten las przynajmniej w Puszczy Noteckiej i tego nie zrobiono. Uznano, że skoro były tam gleby piaszczyste, zakwaszone już wcześniej przez rosnącą tam sosnę, to inne gatunki się po prostu nie przyjmą. I ponownie zasadzono sosnę. I to był błąd.
A jakie to ma teraz konsekwencje? Dlaczego to jest taki problem dla Polski?
Plantacje sosnowe, ze względu na uproszczoną sieć żywieniową wewnątrz lasu, są dużo bardziej narażone na różnego rodzaju zaburzenia: pożary, gradacje szkodników, silne wiatry, huragany.
Badaliśmy trzy stanowiska, dwa w Borach Tucholskich i jedno w Puszczy Noteckiej. Po pierwsze, na każdym z badanych przez nas torfowisk otoczonych monokulturą sosnową zaobserwowaliśmy obniżanie się poziomu wód gruntowych w ostatnich 30–50 latach. Po drugie, sosny w Borach Tucholskich stają się wrażliwe na deficyt wody w czerwcu, czyli kiedy robi się coraz cieplej.
Trzecim problemem jest masowe pojawianie się różnych szkodników. Atakują drzewostany osłabione małą ilością wody i strukturą monogatunkową, w której połączenia w sieci troficznej są bardziej uproszczone i przez to nie potrafią obronić się przed patogenami. Po prostu monokultura nie jest dobra dla postępujących zmian klimatu.
Sosna obecnie stanowi około 60 procent lasów w Polsce. To są Bory Tucholskie, Puszcza Notecka, ale też Bory Dolnośląskie, Puszcze Piska i Kampinoska. Tych kompleksów sosnowych mamy na terenie Polski bardzo dużo. I to jest problem, z którym musimy się zmierzyć w obliczu zmian klimatycznych i deficytu wody.
Według modeli dendroklimatycznych naukowców z Polskiej Akademii Nauk, w tym profesora Marcina Dyderskiego, sosna nawet w wariancie optymistycznym, na terenie Polski straci swoje optimum klimatyczne do 2070 roku. Ona całkowicie nie zniknie z Polski, ale będzie pod dużą presją czynników klimatycznych. Już to obserwujemy. Leśnicy już widzą, ile nakładów pracy i finansów muszą ponieść, zwalczając szkody spowodowane na sośnie czynnikami naturalnymi, w tym klimatycznymi.
Mając to na uwadze, powstały w tym roku trzy projekty w Lasach Państwowych, prowadzone przez Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych we współpracy z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu (którego jestem jednym z przedstawicieli) oraz Uniwersytetem Przyrodniczym w Poznaniu i Centrum Ochrony Mokradeł. Są to „Lasy dla Mokradeł”, który ma na celu monitoring siedlisk hydrogenicznych i zaplanowanie działań dla zwiększenia potencjału retencji wody w lasach – między innymi właśnie na torfowiskach i innych terenach podmokłych, ale także Mała Retencja Nizinna (MRN3) i Mała Retencja Górska (MRG).

Sosna i to, co się z nią stanie oraz mokradła i torfowiska to sprawa kluczowa dla zmian klimatu w Polsce?
Tak, nie tylko w Polsce. Na świecie torfowiska zajmują około 3 procent powierzchni lądów, a retencjonują 10 procent światowych zasobów wody słodkiej, 30 procent światowych zasobów węgla glebowego. Jeśli chodzi o węgiel, to gromadzą go dwukrotnie więcej niż cała biomasa lasów świata. Biorąc pod uwagę ekosystemy, to pod względem akumulacji węgla ustępują tylko oceanom. Mówiąc wprost, schładzają nam planetę, wycofując dwutlenek węgla z atmosfery. Torfowiska to jeden wielki rezerwuar węgla.
Są w tym procesie akumulacji CO₂ ważniejsze niż drzewa?
Wszelkie badania wskazują na to, że torfowiska są po prostu w tym bardziej efektywne w dłuższej skali czasowej. Lasy pochłaniają dużo CO₂ w czasie wzrostu. Torfowiska, choć przyrastają wolniej, wycofują węgiel z tak zwanego szybkiego obiegu węglowego na setki bądź tysiące lat.
Sprawa jednak zaczyna się komplikować w Polsce, ponieważ 86 procent naszych torfowisk zostało zdegradowanych na skutek melioracji, osuszania, stając się emiterami dwutlenku węgla, zamiast jego rezerwuarami. Teraz musimy to naprawić, to kluczowa sprawa.
Sosna miała z tym coś wspólnego?
Sosna miała dużo z tym wspólnego, ponieważ realizując planową gospodarkę leśną nie tylko nasadzono sosnę, ale też odwodniono siedliska. Melioracje związane z planową gospodarką leśną, to była wielka szkoda dla torfowisk i innych siedlisk hydrogenicznych.
W latach 1951–1991 zmeliorowano, czyli osuszono, w Polsce około 850 tys. hektarów lasów. Osuszano torfowiska i inne tereny podmokłe, ponieważ traktowano je jako nieużytki. W dalszym ciągu z tym walczymy, na przykład w rozporządzeniu w sprawie ewidencji gruntów i budynków bagna (w tym między innymi trzęsawiska i rojsty) nadal są określane jako nieużytki. Wciąż mokradła funkcjonują jako coś niewłaściwego, szkodliwego. Coś, co należy zmienić, zlikwidować, zaorać, obsadzić.
Co udało się ustalić w trakcie Pana badań w Borach Tucholskich i Puszczy Noteckiej?
Przede wszystkim, analizując warstwy torfu w wysokiej rozdzielczości, potwierdziliśmy stosunkowo duży udział procentowy pyłku gatunków drzew liściastych w obu tych kompleksach leśnych jeszcze 300 lat temu. Co prawda, w odniesieniu do Puszczy Noteckiej ten udział zmniejszał się stopniowo od VII-VIII wieku, to dopiero planowa gospodarka doprowadziła do niemal całkowitego zaniku graba i leszczyny. Zmiana sposobu zarządzania lasem przyspieszyła również naturalną sukcesję jezior w kierunku torfowisk mszarnych, a melioracje z nią związane doprowadziły nawet jedno z analizowanych przez nas stanowisk (torfowisko Jezierzba) do bardzo nagłej trwałej zmiany struktury roślinności, spowodowanej wzrostem zakwaszenia.
Bory sosnowe, jak również same torfowiska są w tej chwili pod dużą presją związana z rosnącą temperaturą. Skanowanie teledetekcyjne torfowiska Jezierzba w Borach Tucholskich wykonane w lipcu 2022 roku wykazało, że jego powierzchnia, pomimo dużej pojemności cieplnej wody, nagrzewała się miejscami do 45 stopni Celsjusza. Stwierdzono również, że roślinność była wyraźnie osłabiona (niskie wartości NDVI) i słabo zatrzymywała wodę (wysokie wartości MSI).
Badania przyrostów rocznych sosny w Borach Tucholskich na przestrzeni ostatnich ponad 200 lat wykazały, że od ponad 40 lat nie mieliśmy żadnego roku pozytywnego dla przyrostu słojów. Sosna reaguje negatywnie na zmiany klimatu, na deficyt wody związany z obniżającym się poziomem wód gruntowych i większą ewapotranspiracją (proces parowania terenowego przy. red.)
Należy podkreślić, że badania nie byłyby możliwe bez wsparcia Narodowego Centrum Nauki w ramach grantu prof. dr. hab. Katarzyny Marcisz pn. „Badanie zaburzeń plantacji leśnych z wykorzystaniem wysokorozdzielczych badań paleoekologicznych i dendrochronologii”.
Czyli sosna powoli umiera?
Tak, powoli. Myślę, że to jest dobre określenie, że umiera powoli.
Co Pana zdaniem powinno się zrobić? Skrócić wiek rębności i wyciąć ją wcześniej?
Byłbym chyba daleki od tak radykalnych kroków. Bądź co bądź każdy gatunek, w tym sosna zwyczajna, pełni w ekosystemie określone i potrzebne funkcje. Przede wszystkim musimy zacząć od stopniowej przebudowy drzewostanów w miejscach źle dobranych do gatunku siedlisk. Trwa jednak dyskusja, które gatunki drzew rzeczywiście będą się w stanie zaadaptować się do nowych warunków klimatycznych.
Być może będzie to klon lub dąb bezszypułkowy, ale mogą to być też gatunki obce i inwazyjne, które naturalnie występują w innych, w tym cieplejszych, strefach klimatycznych.
To jest pytanie do wszystkich: przede wszystkim naukowców i administracji leśnej, ale też do decydentów politycznych różnych szczebli. Jakie gatunki drzew wprowadzać?
Z perspektywy moich badań kluczowa dla ochrony lasów przed zmianami klimatu jest woda. Musimy myśleć o jej zabezpieczaniu, retencjonowaniu i spowalnianiu jej odpływu z lasów.
To się właśnie w tej chwili dzieje i mam tu na myśli między innymi projekty, o których wspomniałem powyżej.

(...)
To jedynie fragment tekstu. Chcesz czytać całe teksty? Zamów prenumeratę "Nowej Gazety Leśnej"!
WIĘCEJ
Dodano 13:46 28-11-2025








