Wywiad Gazety Leśnej. Stanisław Drozdowski
.jpeg)
Sosna dostosuje w kolejnej generacji swój system korzeniowy do gospodarki wodnej o charakterze opadowym i tak jak na wydmach będzie wykształcała bardziej płaski. Natomiast byłbym daleki od ogłaszania jej końca – mówi prof. dr hab. Stanisław Drozdowski, dyrektor Instytutu Badawczego Leśnictwa.
Magdalena Bodziak: Skąd wziął się pomysł na wprowadzenie do gospodarki leśnej rębni retencyjnych?
Stanisław Drozdowski: Rębnie retencyjne zaczęliśmy wprowadzać na polecenie ministra klimatu i środowiska, które dotyczyło preferowania rębni złożonych i cięć innych niż zupełne (Zarządzenie nr 87 dyrektora generalnego Lasów Państwowych w 2024 roku).
Ich nazwa wywodzi się z języka angielskiego – retention forestry system to las, który zachowuje elementy funkcjonalno-strukturalne będące łącznikiem pomiędzy kolejnymi generacjami lasu, również – z czym może nam się potocznie kojarzyć nazwa – zatrzymuje wodę. Szwedzi stosowali rębnie retencyjne już w latach 40. poprzedniego stulecia, później ta koncepcja rozwijała się w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, w wielu krajach.
W Polsce troska o elementy retencyjne była już wcześniej wpisana do zasad hodowli lasu (kępy starodrzewu, drzewa ekologiczne, …) wraz z wprowadzeniem modelu wielofunkcyjnej gospodarki leśnej w latach 90. poprzedniego stulecia, ale nie były one tak nazwane.
Krótko mówiąc, rębnie retencyjne są takimi udoskonalonymi rębniami zupełnymi w ich ewolucyjnym rozwoju – są proste w wykonaniu, podobnie jak rębnie zupełne, ale jednocześnie mają walory ekologiczne i społeczne, tj. zachowują nisze dla różnych organizmów oraz kształtują mikroklimat i krajobraz.
Jakie są te walory ekologiczne?
W rębni retencyjnej zostawiamy cenne przyrodniczo pojedyncze drzewa oraz ich płaty, grupy albo kępy.
Mogą to być okazy o bogatym pokroju, gałęziste, rozrośnięte, dające różne mikrosiedliska, miejsca gniazdowania dla ptaków, dziuple, itp., a niekoniecznie piękne i smukłe, takie, z których można pozyskać najlepsze sortymenty drewna. Mogą to być również płaty odnowień z samosiewu, czyli naloty i podrosty lub podsadzeń gatunków wymagających w młodości osłony.
Co istotne, pozostawiamy więcej materii organicznej, wzbogacając tym samym procesy glebowe. I jeśli uda się uzyskać dzięki temu bogatszy poziom próchniczny, to on zadziała jak gąbka i zatrzyma więcej wody w lesie.
W rębni zupełnej większość tzw. odpadów pozrębowych się usuwa. A w rębniach retencyjnych, czy inaczej mówiąc niezupełnych, chodzi o to, żeby zachować w lepszym stanie glebę i tworzyć lepszy mikroklimat dla kolejnej generacji drzew.
Czyli zostawiamy brzydkie stare drzewa?
Pojęcie urody jest względne, to zależy kto jak na to patrzy, bo drzewa gałęziste, o nisko osadzonej koronie, o ciekawym, bogatym pokroju, też mają swoje piękno, tworzą także nisze dla różnych organizmów tzw. mikrohabitaty i kształtują krajobraz.
Oczywiście chodzi bardziej o drzewa gatunków długowiecznych np. dęby, które mają szansę przeżyć dłużej, wzbogacając krajobraz, niż np. smukłe piękne sosny wyrosłe w dużym zwarciu, które mogą być źródłem najlepszych sortymentów drewna, a pozostawione często ulegają szkodom od owadów i szybko zamierają.
W jakiej skali już stosujemy w lasach LP rębnie retencyjne?
Na razie jest to około kilkunastu procent odnawianych powierzchni leśnych, ale zarządzenie 87 obowiązuje od połowy roku 2024 dlatego udział rębni retencyjnych będzie wzrastał z czasem. Z każdym kolejnym rokiem będą one bardziej widoczne. Natomiast trzeba zdać sobie z tego sprawę, że lasy są na różnym etapie rozwoju, w różnym wieku.
Więc sukcesywnie odnawianie w dojrzałych drzewostanach, tam gdzie dominują gatunki światłożądne, czyli najczęściej na ubogich siedliskach, rębnie zupełne będą zastępowane ich nowszymi wersjami czyli rębniami retencyjnymi. Jest to proces długotrwały, bo takie cechy ma gospodarka leśna.
Czy leśnicy z LP, podobnie jak Pan doceniają już zalety tej rębni?
Leśnicy doceniają jej prostotę pod względem organizacji pracy i pozyskiwania surowca drzewnego. Także zabiegi pielęgnacyjne są w niej bardzo podobne do standardowo wykonywanych w drzewostanach powstałych po rębniach zupełnych.
Jedyna różnica jest taka że wykorzystuje się wcześniej powstałe odnowienia – płaty nalotów, podrostów, podsadzeń, jako elementy wchodzące w skład nowej generacji drzew. To może ograniczać w jakimś stopniu prace odnowieniowe, np. przygotowanie gleby i sadzenie. Zatem to wszystko wpływa także na wynik finansowy.
Odnowienia naturalne też są tańsze i lepsze dla lasu, ale i tak nie stosujemy ich w większym zakresie, dlaczego?
Nie da się wszędzie prowadzić odnowień naturalnych, często warunki są takie, że nie odnowimy tego gatunku, który chcemy lub konkurencja roślin zielnych jest tak duża, że odnowienie samosiewne jest niemożliwe. Obecnie jest zarządzenie dyrektora generalnego LP z wytycznymi dla różnych dyrekcji, ile powinno się uzyskiwać w ich uwarunkowaniach odnowień naturalnych, czyli są wytyczone cele.
Czyli nie jest Pan takim miłośnikiem odnowień naturalnych?
Jestem, ale znam ich uwarunkowania, niekiedy słyszę postulaty aby uzyskać 50 procent odnowień naturalnych odnawianych powierzchni leśnych, to byłby wyczyn. Raczej mamy potencjał na tyle ile jest obecnie, czyli 20, może wzrost do 30-40 procent w niektórych regionach. Ograniczenia wynikają ze zmian środowiskowych – mówię tutaj o braku wody. Szczególne niebezpieczne są susze wiosenne i letnie w pierwszym roku po samosiewie.
Oczywiście w odnowieniach naturalnych uzyskujemy kolejną generację lasu, która jest dostosowana lepiej do obecnie występujących warunków lokalnych.
Czyli przeżywają osobniki, które lepiej tolerują stres braku wody, wysokiej temperatury. To jest plus.
Jednak wobec zmian klimatu kluczowe jest, by nasze lasy były bogate, różnorodne, a nie da się wszystkich gatunków drzew odnowić naturalnie. Na to wpływa wiele czynników środowiskowych, szczególnie susza, która powoduje, że odnowienie, nawet jak się pojawi, to i tak później zamiera, ponieważ nie jest w stanie przetrwać w warunkach praktycznie bez wody, często na otwartej powierzchni.
Poza tym w naturze ten, który jest najlepiej dostosowany do lokalnych warunków, wygrywa i opanowuje całą przestrzeń, i często tworzy naturalnie monokultury.
Znamy takie przykłady gatunków, które naturalnie tworzą monokultury: sosna, buk, olsza, świerk – wynika to często z przystosowań do środowiska lub dużej konkurencyjności względem innych gatunków. A to nie jest dobre w perspektywie dłuższej, ponieważ te monolity, mogą podlegać masowemu zamieraniu w wyniku zmian środowiskowych.
Dlatego teraz musimy zmieniać model gospodarki na adaptacyjny, np. inaczej prowadzić drzewostany sosnowe, zakładać w luźniejszej więźbie, prowadzić w mniejszym zagęszczeniu, zwiększać udział domieszek liściastych, jak grabu, czy buka, czy inne, które będą pełnić rolę pielęgnacyjną dla samej sosny i siedliska. Dlatego nie mamy innego wyjścia, jak stosować odnowienie łączone, czyli z samosiewu, i z sadzenia.
A co do sosny, to uważam, że jeszcze za wcześnie mówić o tym, że ona całkowicie wymrze. Ta zmiana modelu prowadzenia drzewostanów ukierunkowana na adaptację do zmian środowiskowych i na mniejszą konkurencję da jej jeszcze szansę utrzymać się u nas na długie lata.
Może nie w tym udziale, który jest teraz i na pewno nie tam, gdzie ma dużą konkurencję od gatunków liściastych na silniejszych siedliskach. Pewnie wycofa się do swojego optimum ekologicznego na ubogie gleby i ustąpi miejsca dębom i innym liściastym gatunkom na siedliskach mezotroficznych. Sosna dostosuje w kolejnej generacji swój system korzeniowy do gospodarki wodnej o charakterze opadowym i tak jak na wydmach będzie wykształcała bardziej płaski. Natomiast byłbym daleki od ogłaszania jej końca.
Daje Pan szansę sośnie?
Tak daję, może trochę to jest spowodowane tym, że my naprawdę nie mamy alternatyw na te skrajnie ubogie siedliska, a sosna rośnie w bardzo trudnych warunkach pod względem dostępności wody, na przykład na wydmach, gdzie brak wody gruntowej lub w warunkach o nadmiernej ilości na glebach bagiennych. Jest bardzo elastyczna i dostosowuje się do warunków siedliskowych.
Zatem w mojej ocenie mówienie, że nam tak wymrze nagle jest dalece nieuzasadnione. Będzie jej mniej i to rolą leśników jest to, aby prowadzić ją inaczej, adaptacyjnie do zmian środowiskowych, nie w silnie zwartym, gęstym drzewostanie, bo ona nie musi być aż taka doskonała, ważne żeby w ogóle przeżyła.
Dodano 13:46 24-04-2026









