Leśne gigapożary

Pożary w Puszczy Solskiej i powiecie wołomińskim były największymi pożarami lasów w Polsce od ponad trzech dekad i mogą okazać się sygnałem nowej ery zagrożeń związanych ze zmianami klimatu.
Wiosna 2026 roku zapisze się w historii polskiego leśnictwa jako moment szczególny. W ciągu niespełna miesiąca doszło do dwóch największych pożarów lasów od początku lat 90. XX wieku.
Najpierw ogień strawił ponad 1150 hektarów Puszczy Solskiej na Roztoczu, a kilka tygodni później około 300 hektarów lasów w powiecie wołomińskim na Mazowszu.
Skala obu zdarzeń sprawiła, że coraz częściej pojawia się określenie „gigapożary”, dotychczas kojarzone głównie z Hiszpanią, Portugalią, Grecją czy Stanami Zjednoczonymi.
Choć oba pożary udało się ostatecznie opanować dzięki ogromnemu zaangażowaniu strażaków, leśników i lotnictwa gaśniczego, wydarzenia te stały się impulsem do dyskusji o stanie ochrony przeciwpożarowej lasów, zmianach klimatu oraz przyszłości polskich drzewostanów.
Ogień w sercu Puszczy Solskiej
Pożar w Puszczy Solskiej wybuchł 5 maja 2026 roku. Ogień został szybko zauważony dzięki systemowi obserwacji przeciwpożarowej Lasów Państwowych, jednak pomimo tego rozprzestrzenił się na ogromnym obszarze. Łącznie spłonęło 1157 hektarów lasu, w tym 885 hektarów pozostających w zarządzie Lasów Państwowych oraz 272 hektary lasów prywatnych. Szczególnie dotkliwe straty odnotowano na obszarze planowanego rezerwatu Długie Bagno, gdzie ogień objął około 180 hektarów. W trakcie działań doszło również do tragedii. Podczas akcji gaśniczej rozbił się samolot gaśniczy Dromader, a jego pilot poniósł śmierć.
Po ugaszeniu pożaru rozpoczęła się żmudna ocena szkód. Leśnicy oszacowali, że drzewa na około 400 hektarach wymagają usunięcia z powodu uszkodzeń spowodowanych wysoką temperaturą. Teren pozostaje pod stałym dozorem Służby Leśnej, teren jest patrolowany i monitorowany przez drony wyposażone w kamery termowizyjne.
Zdaniem Jana Kaczmarowskiego, starszego specjalisty Służby Leśnej w Wydziale Ochrony Lasu Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych, jednym z kluczowych problemów była lokalizacja miejsca powstania pożaru.
– Pożar na gruntach prywatnych został wykryty szybko i sprawnie przez dostrzegalnie Lasów Państwowych. Nie jest to więc kwestia tego, pożar rozprzestrzeniał się swobodnie bez niczyjej wiedzy. Problem polegał na tym, że powstał na gruntach prywatnych, gdzie występowała duża ilość materiału palnego i brakowało infrastruktury umożliwiającej szybki dojazd służb – podkreśla ekspert.
Jak zaznacza Kaczmarowski, właśnie brak dróg dojazdowych i duże nagromadzenie suchej biomasy mogły mieć decydujący wpływ na szybkie rozprzestrzenienie się ognia.
(...)
To jedynie fragment tekstu. Chcesz czytać całe teksty? Zamów prenumeratę "Nowej Gazety Leśnej"!
WIĘCEJ
Dodano 10:24 01-07-2026








