Wywiad Gazety Leśnej. Jan Kaczmarowski

Nowoczesne technologie pomagają, jednak finalnie pożary lasów nadal gaszą ludzie pieszo, a nie roboty – mówi Jan Kaczmarowski, starszy specjalista Służby Leśnej w Wydziale Ochrony Lasu Dyrekcji Generalnej Lasów Państwowych.
Magdalena Bodziak: Był Pan przy obu dużych pożarach – w Puszczy Solskiej i pod Wołominem. Jak ocenia Pan te akcje?
Jan Kaczmarowski: Oba pożary osiągnęły rozmiary, których nie notowaliśmy od ponad 30 lat. Jednocześnie trzeba podkreślić, że zostały szybko wykryte. W obu przypadkach początek pożaru znajdował się na gruntach prywatnych i to miało ogromne znaczenie dla późniejszego przebiegu akcji. Problemem była duża ilość materiału palnego oraz brak odpowiedniego udostępnienia komunikacyjnego terenu. W lasach prywatnych często nie prowadzi się zabiegów gospodarczych, nie usuwa się nadmiaru roślinności, czyli paliwa napędzającego pożar, a dodatkowo brakuje dojazdów pożarowych, czyli dróg dojazdowych dla wozów gaśniczych. To tworzy bardzo trudne warunki do prowadzenia akcji gaśniczej.
Czyli lasy prywatne stwarzają zagrożenie pożarowe?
Statystyki pokazują to od lat. Lasy prywatne zajmują mniejszą powierzchnię niż państwowe, ale odpowiadają za większą liczbę pożarów. W Lasach Państwowych funkcjonuje rozbudowany i jednolity system ochrony przeciwpożarowej. W Polsce mamy jedną z najniższych średnich powierzchni pojedynczego pożaru w Europie. Dlatego nawet po tych dwóch dużych pożarach nie powinniśmy wprowadzać rewolucyjnych zmian. System zadziałał prawidłowo. Aktualnie najsłabszym elementem pozostaje łączność radiowa i wymaga pilnej, systemowej modernizacji. Reszta funkcjonuje dobrze.
Czy zmiany klimatu oznaczają, ze będzie coraz więcej u nas takich gigapożarów?
To możliwe. Być może obserwujemy pierwszy sygnał większych zmian. Ale problemem są nie tylko zmiany klimatu. W Europie Zachodniej coraz częściej mówi się również o wpływie zmian społecznych i demograficznych na wzrost zagrożenia pożarowego. Starzenie społeczeństwa, porzucanie tradycyjnych form użytkowania gruntów, na przykład wypasania owiec, skutkuje ekspansją łatwopalnej roślinności w miejscu dawnych pastwisk.
Coraz częściej mówi się też o nowych technologiach – dronach, satelitach czy robotach. Czy one pomogą w walce z pożarami?
Nowoczesne technologie pomagają, szczególnie przy rozpoznaniu i mapowaniu sytuacji. Nadal jednak jestem zwolennikiem prostych, sprawdzonych metod. W Stanach Zjednoczonych największe pożary do dziś gasi się przy pomocy oddziałów pieszych wyposażonych w sprzęt podręczny. I nie jest to wynik braku pieniędzy. Proste metody działają najlepiej.
Wracamy do dawnych metod?
W wielu miejscach nigdy od nich się nie odeszło, a w innych zaczyna się do nich wracać. Strażacy coraz częściej wykorzystują zdzieraki leśne, przypominające motyki. Pozwalają usuwać materiał palny sprzed ognia. To bardzo skuteczne rozwiązanie. Szczególnie w kontekście problemów z wodą. Sam ogień też może być skutecznym narzędziem gaśniczym. W wielu krajach stosuje się kontrolowane wypalanie wyprzedzające pożar.
Finalnie pożary lasów nadal gasi strażacka piechota, a nie roboty. Technologia pomaga, ale najważniejsze pozostają doświadczenie, wiedza i dobre przygotowanie.
Dodano 12:46 01-07-2026








