Dodaj do ulubionych

Praca na czarno w Lasach

Ponad 120 mln zł rocznie może tracić państwo na pracy na czarno w lesie – wynika z wyliczeń Wojciecha Wójtowicza, prezesa Polskiego Związku Pracodawców Leśnych.

To, że na terenie Lasów Państwowych wciąż tak powszechne jest zjawisko pracy na czarno, to wstyd. Jak jest powszechne, nie wiadomo. Ale wiadomo, że gdy rocznie odnotowujemy w Polsce oficjalnie ok. 10 wypadków śmiertelnych wśród drwali zatrudnionych na umowy o pracę, to jednocześnie mamy też kilka śmiertelnych wypadków przy pracy w lesie, w których poszkodowanymi nie są osoby zatrudnione na etat. Dlaczego?


Tajemnicą poliszynela jest, że gdy drwal pracujący na czarno ulega wypadkowi, to w niektórych przypadkach można to podciągnąć pod „samowyrób” i w ten sposób zalegalizować obecność poszkodowanego w lesie.
Znany jest też przypadek opisywany niegdyś w Gazecie Leśnej, gdzie pracodawca-zulowiec przewiózł poszkodowanego w wypadku w lesie do domu, zamiast wezwać pogotowie. Chciał upozorować wypadek koło domu, nie w lesie. Niestety poszkodowany zmarł.
Część drwali pracuje też nie na etacie, ale w ramach jednoosobowo prowadzonej działalności gospodarczej. Są więc formalnie przedsiębiorcami, nie obejmuje ich więc kontrola Państwowej Inspekcji Pracy i ew. wypadek nie podlega pod prowadzenie postępowania przez inspektorów PIP.

Kto traci, a kto zyskuje?
Spójrzmy jednak na sprawę z innej, ekonomicznej strony. Ile pieniędzy tracimy przez pracę na czarno w lesie? A ile przez fakt, że drwal nie pracuje na etacie, ale jako jednoosobowa działalność gospodarcza?


Pisząc „tracimy” mam na myśli to, ile traci państwo, czyli fiskus. Ale też ile tracimy my, zwykli obywatele. Bo w końcu jeśli państwo straci, to musi dołożyć z podatków innych, tych uczciwie pracujących. A więc de facto tracimy wszyscy.


Tracą także sami zatrudnieni na czarno albo w ramach samozatrudnienia. Nie mają ubezpieczenia, nie zbierają na emeryturę, a w razie wypadku nie dostają odszkodowania. Może krótkoterminowo posiadają więcej „na rękę”, ale w długim terminie to się nie opłaca.


Jedynymi, którzy mogą zyskać, są przedsiębiorcy, którzy na czarno zatrudniają, albo korzystają z pracy samozatrudnionych. Obniżają koszty, zwiększają zyski. Ale płacą za to dużym ryzykiem. W razie wypadku osoby pracującej na czarno, zatrudniającemu ją przedsiębiorcy grożą kary i odszkodowania dla poszkodowanych lub ich rodzin.
Wojciech Wójtowicz, prezes Polskiego Związku Pracodawców Leśnych, doświadczony zulowiec policzył dla nas, ile traci Państwo, a ile zyskuje przedsiębiorca zatrudniając na czarno albo gdy zamiast zatrudniać na etat, korzysta z podwykonawców – samozatrudnionych.

(...)

To jedynie fragment tekstu. Chcesz czytać całe teksty?  Zamów prenumeratę "Nowej Gazety Leśnej"!

WIĘCEJ



 




Dodano 15:18 21-12-2023


  


  


  


  


  


Subskrypcja

Zostań naszym subkskrybentem a powiadomimy Cię o każdej nowości na naszej stronie.


Reklama